Próbowałam wielu sposobów. Logicznych rozmów i argumentów, bycia miłą i posłuszną, raz się postawiłam otwarcie. Eksplozja była straszna, a skutki bolesne. Nic nigdy nie działało, zawsze umiał mnie przechytrzyć, przejrzeć. Zostało mi tylko jedno. Nie dać złamać w sobie duszy. Jak kazał wybierać kogo bić starałam się wybierać sprawiedliwie, jak kazał klęczeć z rękami wyciągniętymi przed siebie to kleczałam, ale wyobrażałam sobie, że jestem gdzieś indziej. Raz za karę kazał mi myć całą kuchnię kafelek po kafelku od prawej do lewej, to myłam od lewej do prawej.
Nie złamią i oni we mnie ducha. Nie będę krzyczeć, histeryzować, zniosę wszystkie upokorzenia. Nie umiem widzieć inaczej, wiem że blizny się zagoją. Niech tylko wiedzą tak jak i on zawsze wiedział, że nie złamią mnie i będę zawsze podążać zgodnie z moim kompasem. Moją samotną, cichą drogą. Coraz mniej mi to przeszkadza, taka widać moja droga.