wtorek, 14 kwietnia 2020

Nie zniszczą mnie

  To wszystko co się teraz w tym kraju, na świecie, kiedy siedzę zamknięta w mieszkaniu do złudzenie przypomina mi moje dzieciństwo z tą różnicą, że nikt mnie nie tłucze smyczą. Nie wolno mi wyjść z domu, chyba że mam uzasadniony, logiczny powód. Jestem zamknięta w tym wariatkowie, na szczęście bez głównego oprawcy. Niestety zawsze jest on w mojej głowie. W trudnych, samotnych chwilach wypełza i się nade mną pastwi. Staram się sobie przypomnieć jak przetrwałam.
 Próbowałam wielu sposobów. Logicznych rozmów i argumentów, bycia miłą i posłuszną, raz się postawiłam otwarcie. Eksplozja była straszna, a skutki bolesne. Nic nigdy nie działało, zawsze umiał mnie przechytrzyć, przejrzeć. Zostało mi tylko jedno. Nie dać złamać w sobie duszy. Jak kazał wybierać kogo bić starałam się wybierać sprawiedliwie, jak kazał klęczeć z rękami wyciągniętymi przed siebie to kleczałam, ale wyobrażałam sobie, że jestem gdzieś indziej. Raz za karę kazał mi myć całą kuchnię kafelek po kafelku od prawej do lewej, to myłam od lewej do prawej. 
  Nie złamią i oni we mnie ducha. Nie będę krzyczeć, histeryzować, zniosę wszystkie upokorzenia. Nie umiem widzieć inaczej, wiem że blizny się zagoją. Niech tylko wiedzą tak jak i on zawsze wiedział, że nie złamią mnie i będę zawsze podążać zgodnie z moim kompasem. Moją samotną, cichą drogą. Coraz mniej mi to przeszkadza, taka widać moja droga.