poniedziałek, 21 września 2020

Miałam Ci ja wiersz i niezapisałam

Rano w autobusie mnie naszło. Napisałam kawałek. Wydawał się być dobry. Zanotowałam, ale w ferworze nie zatwierdziłam i przepadł. Jak to szło?

Coś o czarnym niebie spowitym chmurami
Potem bagnista ziemia osnuta mgłami
I tu chyba coś, hmm... 
Wszelaką nadzieję i drogę utracisz 
Chyba, że spojrzysz i zobaczysz
Światełko ciepłe we mgle
W chatce ukrytej niczym w najgłębszym śnie
W kominku u narzeczonej śmierci
Drewno na opał trzaska wesoło niczym łamane kości

I tutaj już miałam dokończyć na spokojnie... 
Przynajmniej jest co szlifować.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz