W pierdolonej studni siedzę. Wyjść nie mogę. Ręce juz mam
całe we krwi. Tyle razy się wspinałam, krzyczałam. Co weszłam metr dwa
po odstających kamieniach to już potem ich nie było i spadałam. Krzyczeć
już nie mam siły, ale co jakiś czas krzyczę. Tylko to nikogo nie ma.
Jestem taka wściekła. Zdechnę tu, czy jakoś urosną mi skrzydła może i
stąd wyfrunę? Może zostaje się zabić? Strasznie tu jest. Duszę się tu.
Nie poddaję się jeszcze, ale już mi się nie chce. Nie ma nawet nic po za
tą studnia. Niczego innego nie znam. Tylko czasem inne światło tu wpada
i ciekawa jestem jak po za studnią jest, ale tylko trochę. Łatwiej było
by tu zdechnąć. Spokojniej. To miejsce znam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz